Wybrane artykuły z powieści WHY Story 2 – czas na zmiany


Chciałabym przedstawić państwu trzy wybrane artykuły z mojej książki: WHY Story 2 – Czas na zmiany

O miłości, macierzyństwie i finansach

Rozdział III

„Nie należy bać się niczego, co nie grozi śmiercią. 
Życie jest zbyt cenne, żeby mieć za dużo lęków.”
Mariusz Szczygieł
Przełamała się, zaryzykowała i podjęła decyzję o porzuceniu pracy nauczycielki, która, pomimo zarobków niewystarczających na pełne utrzymanie rodziny, dawała pewną stabilizację. Osiągnęła już najwyższy stopień awansu zawodowego — tytuł nauczyciela dyplomowanego, była zatrudniona na czas nieokreślony, miała długi płatny urlop, ale co z tego! W jej sytuacji pensja wystarczała tylko na zakupy w pobliskim supermarkecie; wyżywienie dla dorastających nastolatków i środki chemiczne. Długie wakacje stanowiły atut, kiedy dzieci były małe i wyjeżdżała z nimi nad morze czy w góry w poszukiwaniu „świeżego” powietrza.
Teraz, kiedy Karolina mieszkała sama z synami, przez kilka lat zupełnie bez alimentów, których nie potrafiła wyegzekwować od ich nieporadnego ojca, spłacając kredyt za samochód, a na początku jeszcze pewne długi eks-męża, była zmuszona „dorabiać”, pisząc artykuły PR-owe dla pewnego rentownego miesięcznika. Chłopcy zaczęli już sami wyjeżdżać na swoje obozy sportowe, a Karolinę było stać tylko na przedłużone wyprawy weekendowe z synami. Z czasem, na szczęście, uregulowała wszystkie swoje zobowiązania, a szczególnie jej eksa, które także ją obciążały przez jakiś czas. Zdecydowała wówczas, że zaryzykuje i porzuci obie prace na rzecz tego, o czym zawsze marzyła — podróżowania i utrzymywania się z pisania książek i reportaży. Tak, klamka zapadła — czas na zmiany!
W takim razie skąd pomysł na DZIECKO? Kolejne dziecko?! Kobiety rozwiedzionej, która nie wyszła ponownie za mąż, nie mieszka ze swoim partnerem i o zgrozo, skończyła czterdziestkę! Ta uparta myśl i pragnienie ponownego zostania mamą pojawiła się, banalnie rzecz ujmując, zaraz po świętach Bożego Narodzenia. Czyżby dlatego, że zachwyciła ją rodzinna atmosfera przy stole? Bynajmniej! Karolina czuła się w tym okresie w ostatnich latach jak sierota. Sześć lat wcześniej jej zaledwie sześćdziesięcioletni ojciec zmarł nagle, siedząc przy stole i jedząc z żoną kolację. Tylu rzeczy nie zdążyła powiedzieć tacie — ciągły wir życia, praca, dzieci. Później zmarł Michael Jackson, a jej ówczesny „partner”, jednocześnie ojciec ich dzieci i jej były mąż, z którym zamieszkała na nowo kilka miesięcy po rozwodzie, żeby jak twierdził „zacząć wszystko od nowa”, oznajmił jej, że go to wszystko przerosło, więc musi odejść tym razem na dobre. Kiedy po kilku miesiącach znowu chciał wrócić, gdy Karolina zaczynała stawać na nogi, jeszcze w trakcie żałoby po ojcu, przy rozpaczającej matce i nieustannych kłopotach finansowych, odmówiła stanowczo: Na dobre, to na dobre!
Adam próbował manipulować dziećmi, które prosiły, żeby pozwoliła wprowadzić się tacie na nowo. Młodszy zapytał:
— Pozwolisz tacie wstawić łóżko do mojego pokoju, jeśli nie chcesz, żeby mieszkał z Tobą?
Karolina była jednak nieugięta, nie zniosłaby już kolejnego rozstania, szczególnie w obliczu faktu, że ostatnio wyprowadził się, kiedy znalazła się w chorobie i żałobie. Miała pękniętą chrząstkę w kolanie, rehabilitacja trwała długo, a ona nie była nawet w stanie wnieść dzieciom zakupów na drugie piętro.
Znalazła pomoc u psycholożki szkolnej, którą znała od lat. Tłumaczyła ona dzieciom, że takie huśtawki nie są dla nich dobre, a ze swoim tatą będą mieć kontakt zawsze, chociaż inny niż kiedyś, ale tak już musi być. Karolina nigdy im tego nie utrudniała, mógł zabierać synów do siebie, kiedy tylko chcieli i pozwalał im na to czas, bo przecież mieli też wiele zajęć pozaszkolnych. Co drugi weekend i połowę świąt spędzali ze swoim ojcem. Początkowo w takie dni zapraszała do siebie przyjaciółki, a później spędzała ten czas z Konradem i jego rodziną. Uznała, że z matką dosyć apodyktyczną, nieznoszącą sprzeciwu, będzie się spotykać tylko w towarzystwie dzieci lub koleżanek, żeby nie narażać się na jej kolejne krytyczne uwagi pod swoim adresem. Ciągle od niej słyszała: — Wiele musiałam poświęcić i znosić od Twojego ojca, żeby utrzymać małżeństwo. Teraz kobiety są zbyt wyzwolone, feministki jedne…

 

Efekt domina

„Dzieci potrzebują miłości 
— szczególnie wtedy, gdy na nią nie zasługują”
Henry David Thoreau
Konrad przyjechał po Karolinę kilka minut po 15 w sobotę. Byli zaproszeni na przyjęcie urodzinowe jego przyjaciela na godzinę 16. Mieli przed sobą około 70 km drogi, ale właśnie zaczął padać śnieg i już wiedzieli, że się spóźnią. Ponadto był to weekend, kiedy dzieci zostawały z nią i musiała im poświęcić trochę czasu. Jak w każdy taki weekend, przygotowała im sok ze świeżo wyciskanych owoców. Konrad też był u niej z piątku na sobotę — przyjechał w nocy, prosto z delegacji, ale zaraz po toaście wzniesionym kubkiem nektaru marchewkowo-pomarańczowego wyjechał do swojego domu wczesnym porankiem sobotnim, przypominając jej, żeby przygotowała się do wyjazdu w ciągu najbliższych godzin. Czekało ją jednak jeszcze m.in. farbowanie włosów i ugotowanie obiadu dla chłopców.
Tomasz — prawie dwumetrowy siedemnastolatek — miał ogromny apetyt, a że był już po wszesnoporannym treningu oraz miał za sobą całotygodniowy wysiłek spowodowany nauką w topowej szkole w tym rejonie, treningami piłkarskimi, a ponadto zajęciami na siłowni i rozegranym niedawno meczem, to jak w każdy weekend, większość czasu spędzał na nadrabianiu spalonych kalorii. Szymon jadł znacznie mniej, sam jednak potrafił sobie przygotować posiłek i generalnie prawie wszystko mu smakowało. Natomiast Tomasz był znacznie bardziej wymagający w kwestii żywienia, niewiele potraw lubił, a w czasie przerw szkolnych jadał niewiele, bo nadal był na etapie przyzwyczajania się do nowej szkoły. Musiał się wtedy przemieszczać z sal do sal przedmiotowych, zagadać z kumplami z klubu sportowego, a głód rósł na potęgę…
Tamtej soboty poprosił mamę, żeby mu przygotowała na drugie danie spaghetti. Trochę czasu jej to zajęło, ale kiedy Konrad przyjechał po nią kwadrans po trzeciej, była gotowa do wyjścia.
Nie zdążyła jednak zrobić zakupów, a z racji ilości towarów, jakie kupowała każdego dnia — o pojemności trzech do czterech pełnych reklamówek — wolała sama zaopatrywać rodzinę w prowiant w pobliskim markecie z racji niższych kosztów, zamiast wysyłać synów na zakupy. Poza tym nie byli specjalnie chętni do wykonywania tego obowiązku, a ona pobłażliwie przyjmowała wymówki, że są tak bardzo zmęczeni po zajęciach lekcyjnych i sportowych. Po szybkim cmoku powitalnym, zapytała Konrada:
— Możemy podjechać na chwileczkę do sklepu?
— Jeszcze do sklepu?! — zapytał z widocznym poirytowaniem mężczyzna. — Gdybym to wiedział wcześniej, to pojechałbym sam do Radka!
Wiedziała, że jeśli nie będzie tego komentować, to zaraz mu przejdzie. Tak też się stało. Ekspresowo załatwiła sprawunki, sprawnie poruszając się między półkami, dzięki regularnym tu wizytom. Następnie zadzwoniła do Tomka:
— Kochanie, za pięć minut masz dostawę pod blokiem, więc już zacznij się ubierać.
Dumna, że tego dnia uporała się ze wszystkim na czas; odświeżyła swój czekoladowy odcień włosów i dokładnie je później wysuszyła, a później nadała odpowiedni kształt prostownicą. Wykonała też staranny makijaż rozjaśniający jej twarz, co uzyskała nakładając na powieki cienie w kolorach od różu po delikatny fiolet pasujący do jej liliowego obcisłego sweterka, który narzuciła na popielatą sukienkę, podkreślającą jej krągłości, ale też i wcięcia. Stwierdziła, że taki strój będzie najlepiej pasował do domowej imprezy o rodzinnym charakterze, na której większość gości będzie średnio w wieku 50+.
Była pewna swojej atrakcyjności i dobrze wiedziała, że podoba się swojemu partnerowi jako kobieta, ale podświadomie też czuła z jego strony pewną dawkę presji. Domyślała się, że miał wysokie oczekiwania także wobec jej poprzedniczek i przypuszczała, że traktował je jak swoje „wizytówki”. Denerwowało ją to, ale przypisywała to też faktowi, że był od niej dziesięć lat starszy, a tacy faceci mieli już, niestety, swoje standardy i wymagania. Z drugiej strony nie kolidowały one z jej własną troską o swój wygląd, chociaż musiała żyć w ogromnym pędzie…
Po kilku minutach w rozgrzanym samochodzie zdjęła kurtkę, dotknęła czule jego dłoni i zapytała kokieteryjnie:
— Cieszysz się, że jadę z tobą?
Spojrzał na nią już udobruchany i odpowiedział przeciągle:
— Natuuuralnie, ale wiesz, że balansujesz na cienkiej linii.
Uśmiechnęła się do siebie, bo wiedziała, że już mu przeszła cała ta złość na jej „spóźnialstwo”. Niepokoiły ją jednak jego regularne irytacje, a czasem wybuchy złości. Nie mieszkała z nim na co dzień, więc mieli czas, żeby zatęsknić, a ich relacje były generalnie dobre. Chociaż nie podobało jej się to, że przedkładał życie towarzyskie nad wartości i obowiązki rodzinne…

SEKSOTERAPIA — jej powody i skutki

Rozdział VII

Po odnowieniu zostało wycenione na ponad dwukrotnie większą kwotę niż suma, jaką na nie przeznaczyła. Niestety uległa namowom męża i wzięła pod nie kredyt hipoteczny na spłatę jego długów — początkowo spłacali je razem…
Starała się być jego przyjaciółką, on też na swój sposób troszczył się o nią; pomagał w codziennych obowiązkach i w opiece nad dziećmi, dlatego długo wahała się, zanim złożyła pozew o rozwód. Po siedmiu latach jego kłamstw na temat spraw finansowych, jego wybuchów złości, kiedy demaskowała nowe kredyty, niespłacane długi i wypominania, że on mieszka w jej mieszkaniu, że mają rozdzielność majątkową, nie wytrzymała i doprowadziła sprawę do końca. Zgodził się na szybki rozwód pod warunkiem, że da mu jeszcze jedną szansę, żeby mogli zacząć wszystko od nowa. Zgodziła się, choć bez przekonania. Jednak zaskoczył ją pozytywnie. Wiedząc, że żona nie będzie go już utrzymywać, a w dodatku, że będzie zmuszony płacić alimenty znalazł ciekawą i dobrze płatną pracę, z dala od szefów, co ułatwiło mu z nimi dobre kontakty na dłuższy czas. Zaczął się dokładać do utrzymania chłopców, spłacać kredyty i bardziej dbać o potrzeby rodziny.
Może w końcu wydoroślał — pomyślała Karolina i wbrew początkowemu sceptycyzmowi dała mu drugą szansę. Na nowo zamieszkali razem i przez rok było im naprawdę dobrze ze sobą. Mniej pracowała, zaprowadzała dzieci na lekcje fortepianu, przygotowywała do pierwszej komunii, do której przystępowali razem. W maju zorganizowali wspaniałe przyjęcie komunijne dla 30 osób, a w czerwcu puścili chłopców na pierwsze kolonie, chociaż Tomek miał palec w gipsie. Karolina bardziej przejmowała się, jak sobie na takim wyjeździe poradzi starszy syn, więc w tym samym czasie pojechała z Adamem na wczasy do tej samej miejscowości — ta decyzja okazała się trafna, bo obydwaj synowie nie przeżyli traumy rozstania, codziennie spotykali się z rodzicami, co zaowocowało tym, że w kolejnych latach łatwiej już wyjeżdżali bez mamy i taty razem lub z czasem osobno na kolonie czy obozy sportowe.
Podczas tamtych ich pierwszych kolonii Karolina poczuła się wolna po raz pierwszy od wielu lat i zaczęła pisać swoją pierwszą powieść, o czym marzyła od zawsze. Po powrocie do domu zapisała dzieci na półkolonie i poświęciła pracom nad książką całe wakacje po osiem godzin dziennie. W ostatnim tygodniu sierpnia napisała ostatnie zdanie. Była ogromnie szczęśliwa, w szkole zaczynały się konferencje, więc wszystko poszło zgodnie z jej planem, tak przynajmniej myślała… Kilka tygodni później dowiedziała się, że jej mąż miał romans. Z reguły nie sięgała po telefon Adama, ale musiała zadzwonić, a jego leżał pod ręką — jego właściciel wyszedł właśnie do pracy, zapominając o nim. Zaniepokoił ją numer telefonu jakiejś Anity, który często pojawiał się na liście ostatnio wybieranych numerów. Tak się zdenerwowała, że natychmiast zadzwoniła po ten numer i usłyszała ku swojej rozpaczy:
— Dzień dobry kochanie, jedziesz już do mnie?
Szybko się rozłączyła, sprawa była jasna. Adam tłumaczył się później, że to Karolina zdradziła go pierwsza i to dwukrotnie, najpierw rozwodząc się z nim, a później pisząc książkę.
— Więc to tak. Po pierwsze, gdybym po rozwodzie nie dała ci szansy na powrót, to by do tego w ogóle nie doszło — wykrzyczała mu w twarz. — Po drugie, kiedy pracowałam od rana do świtu, wyjeżdżając na lekcje o szóstej rano i wracając o dziesiątej w nocy, to nie było problemu, bo od razu przywoziłam Ci pieniądze, nie mając z tego w połowie takiej satysfakcji jak z pisania.
— Uspokój się, pójdziemy na terapię — zaproponował.
— O terapii mówiłam wiele lat przed rozwodem, ale na próżno — ripostowała.
— Teraz się zgadzam.
Znowu poszła na ustępstwa dla dobra rodziny. Adam zerwał z tamtą kobietą i zapisali się na wizytę do pani psycholog, która już wcześniej zajmowała się ich dziećmi i wspierała je w trudnych chwilach. Zaufali jej. Najpierw odbyli kilka wspólnych spotkań. Karolina miała wrażenie, że pani Zdanowska choć była życzliwą osobą, to nieco za dużo mówiła o sobie, na przykład o tym, że też rozwiodła się kilka lat wcześniej z mężem, ale od czasu do czasu eksmałżonkowie do siebie wracali. Podczas spotkań indywidualnych Karolina dowiedziała się, że ona także była współodpowiedzialna za rozpad ich małżeństwa, między innymi dlatego, że niezbyt często była zainteresowana potrzebami seksualnymi męża.
— To prawda, ale wracałam z pracy bardzo późno, byłam wtedy tak wykończona…
— No tak, ale teraz pani mąż lepiej zarabia, a pani mniej pracuje, o ile wiem, i coś trzeba by było zmienić — skomentowała psycholożka.
To były chyba najważniejsze zdania wypowiedziane podczas tej terapii, która została zresztą wkrótce przerwana, bo Karolina dostosowała się do rady terapeutki i chyba po raz pierwszy w życiu odkryła tyle przyjemności płynącej ze zbliżeń intymnych…

 

Zbudowały nowe domy, a w nich nowe życie

Rozdział VIII

Wszystkie potrzebowały zmian i nowych miejsc do zamieszkania. Ania chciała spłacić długi męża, musiała więc znaleźć tańsze mieszkanie; Jola, po wieloletnim trudnym małżeństwie, chciała stworzyć swoim dzieciom prawdziwy dom; Agata była w podobnej sytuacji i samodzielnie wybudowała piękny dom bez pomocy de-velopera; a Kasia, inżynier budownictwa, chociaż żyje ze stawiania domów, wybrała najbardziej zaskakujące miejsce na rozpoczęcie nowego życia. Udowodniły, że kobiety potrafią odbudować swoje życie z gruzów i nie przerażają ich remonty, negocjacje, a nawet złodzieje…

Show Buttons
Hide Buttons